Geniusz

"Jeszcze nikt nikomu nie zabronił dążyć do doskonałości, no, może reżimy totalitarne, te owszem, nie życzyły sobie geniuszy, zapędzały twórców do propagandy, do rzeczy najmniej dla artysty stosownej, więc jeśli nikt nam nie broni rozwijać się i wychodzić poza obręb codzienności, która nie jest warta by o niej wspominać, to wykorzystajmy tę tak pięknie zaoferowaną nam możliwość. Ucieszyłem się kiedy stwierdziłem, że z kompozycji nie można żyć..." /Bogusław Schaeffer/

Zapadając z dżwięku w ciszę dostrzegam ulotność chwili. Niepoliczalność. Przestrzeń otwiera się na nowe, niespotykane doznania. Skroplona esencja łagodnie koi roztargniony rozum. Nic się nie stało. Przetrwaliśmy. Nie mogłem przejść obojętnie obok słów Schaefera, po prostu nie mogłem. Może to podziw dla odwagi, zachwyt nad ekscentryczną postawą twórczą. Nie mam pojęcia. Idea została zasiana, i kiełkuje od kilku niemalże letnich dni.  "Z kompozycji nie można żyć", ba! "ucieszyłem się, kiedy stwierdziłem, że z kompozycji nie można żyć". W obliczu wszechobecnej debaty na temat kształcenia muzyków - czy warto? czy znajdą się kolejne miejsca pracy? - słowa kompozytora, zdają się wręcz przywoływać nas do porządku. Zgłębianie sztuki, unoszenie się ponad codzienność, wymaga od młodego muzyka pogrążenia się w pasji, pójścia za wewnętrznym imperatywem twórczym. Artysta przedkłada sztukę nad wygodnictwo i komformizm. Wychodzi poza obręb codzienności, która jest tak błacha, małostkowa, że nie warto nawet o niej wspominać. Jeszcze nikt nie zabrobnił nam poruszać się po świecie muzycznym zgodnie z naszym wewnętrznym wyczuciem. Pytanie czy współczesny świat nie staje się totalitarny w swych jednoznacznych, "rozsądnych", "właściwych" rozstrzygnięciach... jednak to my decydujemy, z której prawdy utkamy swój świat. Może nam się tylko zdawać, że raz, słusznie wytyczona ścieżka, nigdy nie sprowadzi nas na manowce. Wszystko może nam się zdawać, gdyż chcemy wierzyć w to co, często nieświadomie wyznajemy. Niewytłumaczalność jest najcudowniejszym przymiotem zdarzeń. Nie musimy ich analizować, rozkładać na czynniki pierwsze, generalizować, czy próbować umiejscowić w jakiś sztywnych ramach. Transcendencja pozwala nam utrzymać żywotność ducha. Brak wytłumaczenia daje nam podniecającą możliwość zgłębiania, eksplorowania praw świata, przyrody, bez potrzeby oceniania. Zagłębianie się w muzyce jest dotykiem młodych kochanków, którzy intuicyjnie odnajdują drogę do uszczęśliwienia drugiej osoby. Nie potrzebują przewodników, wskazówek, wytycznych, czy nie daj Boże jakiegoś zmyślnego planu. Istnieją tylko dla tej chwili, która unosi ich życie ponad kurz codzienności. Jeśli myślicie, że to infantylne, obudźcie w sobie wspomnienia młodzieńczych pragnień, które są prawdziwym pulsem świata. Nie bez powodu przecież miłość w literaturze w głównej mierze reprezentowana jest przez obraz młodych, romantycznych kochanków. W ich niewinnym pragnieniu szczęścia twki siła zmieniania otaczającego świata - przeistaczania codzienności w ulotną chwilę trwania poza czasem. Muzyka jest dotykiem kochanka. Rodzi się z impulsu i tylko dla niego istnieje. Każdy dźwięk daje nam piękną możliwość wyjścia poza sztywne ramy codzienności. Wystarczy choćby dopuścić taką możliwość!

BLOG

Yes I can

Poszukiwanie. Zadziwiające - tym jednym słowem można opisać sens życia człowieka. Banał jakich mało. Banał bez którego wszelka aktywność traci smak, zapach, kolor stając się szarym, codziennym wykonywaniem obowiązków. Głód wiedzy, prawdy, piękna określa człowieka szlachetnego, który całą swą energię przekierowuje na doświadczanie świata w jego złożoności. Doskonałość osiąga się poprzez błądzenie po najciemniejszych zakamarkach duszy. Bariery wyrastające przed "ja" świadomym, rodzą się z poczucia obowiązku i napiętnowania przez opinię publiczną. "Nie można" nie jest przecież na tyle satysfakcjonującą, podniecającą odpowiedzią, by wypisywać ją na sztandarach działalności twórczej. "Nie można" jest tylko bezpiecznikiem chroniącym chwiejne podstawy światopoglądowe, przed rozpadem, unicestwieniem. Dylematem w sztuce bowiem, nie jest samo przekraczanie granic wyznaczonych przez pewne kręgi kulturowe, lecz podłoże ideologiczne naszych działań. Podążamy za tym co intuicyjnie słuszne - nasze, niepowtarzalne. Konfrontujemy się ze spuścizną wieków, starając się na nowo odegrać antyczną tragedię naszych czasów. Czymże jest zatem osobowość twórcza, jeśli nie zbiorem cech charakteru, pewną niesprecyzowaną postawą życiową, w której uginamy się (lub nie) pod pręgieżem oczekiwań społecznych epoki? Prądy, założenia stylistyczne zmieniają się wraz z nastaniem nowego pokolenia, które widzi błędy popełnione przez swych poprzedników, i szczerze wierzy w autentyczność wyznawanego dekalogu. Momentem przełomowym jednak, okazuje się zwątpienie w nurt w którym się wyrosło, który był naturalną przestrzenią wzrastania naszego alter ego. Moment w którym podważamy zdobytą wiedzę i umiejętności, może być także chwilą narodzin naszej osobowości artystycznej, bowiem sztuka jest raczej rodzajem intuicyjnej interpretacji otaczającego świata, niż dziełem zrodzonym z założeń, do którego ów świat miałby się dopasować. Jak przekazać podstawowe narzędzia twórcze w procesie edukacji, tak by zachować równowagę między koniecznością zdobywania wiedzy, a wrażliwością młodego muzyka? Być może zbyt łatwo oddaliśmy w walce relację mistrz-uczeń, która bazowała na wzajemnym poznaniu, wspólnym odkrywaniu, obcowaniu ze sztuką bez kategoryzacji i standaryzacji. Nie można bowiem pomóc komuś, kogo się dobrze nie poznało, nie można ferować wyroków bez szczerego wysłuchania wszystkich stron. Trudno zrozumieć poczynania artystyczne bez zaznajomienia się z postawami życiowymi, wyznawanymi zasadami, przekonaniami ucznia, które przecież dobitnie wpływają na jakość jego kreatywności muzycznej. W sztuce liczy się siła oddziaływania, przekonywania, która nie bierze się li tylko z postawy biernego wykonywania rozkazów. Z zachwytu nad siłą ludzkiej wyobraźni, powstaje wartość prawdziwie wzbogacająca egzystencję jednostki, jak i całego społeczeństwa. Umiejętność nowego, wyjątkowego odczytania partytury, jest siłą napędową sztuki. "Nie można" to tylko więzienny makijaż, którym przysłaniamy lęki przed niechcianymi odkryciami. Prawdy o sztuce, jej ogromnej sile przemieniającej otaczającą rzeczywistość, nigdy nie poznamy w stu procentach. Stale podważać będziemy odgórne założenia, wciąż rozprawiać o słuszności pewnych rozwiązań artystycznych, jednak nigdy nie znajdziemy właściwych proporcji, których nie można by podważyć. Sztuka właśnie z owej wywrotowej postawy twórczej uczyniła swój najważniejszy atut, który niczym kamień filozoficzny zapewnia jej wieczną młodość, i pozwala stale przemieniać to co nieszlachetne w złoto najczystsze. Czym zatem miałaby być edukacja? Szlifowaniem diamentów? Pomocną dłonią w odgruzowywaniu pięknego, pałacowego salonu, który tylko przez niedbałość stał się wylęgarnią zwątpienia? Model kształcenia, stawiający wyznawane zasady ponad wrażliwością na drugiego człowieka, wpływa na jakość społeczeństwa, które w swym oponencie widzi już tylko sprzeczne, "złe" podstawy ideologiczne, nie zaś współbrata o odmiennych przekonaniach. Edukacja zamykająca drzwi i okna przed wszelkimi możliwościami odmiennego interpretowania świata, prowadzi do zubożenia wszelkiej działalności człowieka. Jeśli nie nauczymy młodych muzyków różnych sposobów poszukiwania, nie damy im narzędzi, by sami mogli wytyczać sobie cele, to automatycznie zamkniemy ich na wewnętrzną potrzebę tworzenia, której nie wpaja się poprzez odchaczanie zrealizowanych ćwiczeń...

BLOG

Woolf

"Septimus usłyszał, jak mówi tuż przy jego uchu - KAER - głęboko, miękko niczym łagodny dźwięk organów, ale jednocześnie z pewną szorstkością w głosie przypominającą granie świerszcza [...]. Ach, co za cudowne odkrycie: głos ludzki w pewnych warunkach atmosferycznych (bo trzeba mieć do wszystkiego podejście naukowe, to najważniejsze!) pobudza drzewa do życia."                                                                                                                                                                                                                /V. Woolf, "Pani Dalloway"/   

Świat w świecie. Pryzmat obojętności. Nihilizm epistemologiczny. Zanurzenie w rzeczywistości wykreowanej przez nasze wewnętrzne pragnienia. Oj, Virgina wiedziała jak czarująco wygląda świat, gdy zdamy sobie sprawę, że każda jego najmniejsza cząstka jest wytworem naszej wyobraźni, nadświadomości, interpretującej wszystko na swój, często pogmatwany sposób. Patrzenie i opisywanie, nie jest nigdy obiektywne, bowiem to co istnieje, istnieje tylko dzięki naszej uwadze. Przechodząc obojętnie obok zjawiska, stworzenia, inkarnacji - odbieramy im przymiot ważności, czyniąc na powrót martwymi, pozostawiając w poczekalni ukrytych sensów. Nowy sposób tworzenia, polgający na impulsywnym, spontanicznym zapisywaniu wszystkiego, co pojawia się w ludzkim umyśle, doprowadził Virginię do wykreowania fantastycznej, filmowej narracji. Obserwujemy te same zjawiska, zdarzenia, oczami różnych ludzi - podstarzałych panien, konserwatywnych dam, weteranów wojennych, emerytów, imigrantów czy desperatów w końcowej fazie depresji. Odkrywamy jak zwykłe, codzienne, przypadkowe historie, zyskują zupełnie inny sens w oczach różnych osobowości. Domniemany przejazd króla, wywołuje wśród gapiów, reprezentujących różne stany klasowe, zgoła odmienne emocje - od wzruszenia, przez łzy, podniecenie, aż po złość czy irytacje. Tak więc źródło uczuć pozostaje to samo, choć prowadzi odbiorców w zupełnie inne stany emocjonalne. Zadziwiającym jest fakt, tak plastycznego kreowania opisów, że trudno zgubić się w tym natłoku myśli, jednak tezy o fenomenie Virginii Woolf, nie są kluczem dzisiejszej rozprawki. Autorka zauważa coś, czego na nowo uczymy się w dzisiejszym świecie. Świecie do nie dawna negującym wszelkie odstępstwa. W społeczeństwie łatwych podziałów na katoli i lewaków, wykształciuchów i fizycznych. Tak, globalna ideologia prostych wyborów jest jedynie zafałszowaniem rzeczywistości. Nie jest dobrze, gdy sztuka podąża za trendami, które nie służą rozwojowi jednostki. "Bo trzeba mieć do wszystkiego podejście naukowe, to najważniejsze!". Skoro dzięki wnikliwemu spojrzeniu Virginii wiemy już, że z pozornie jednoznacznej sytuacji, można wysnuć szereg różnych wątków i rozwiązań, łatwo możemy odnieść ową przywarę natury ludzkiej do sztuki. Nie zmusimy przecież odbiorcy, żeby bezwiednie podążał za naszą narracją, żeby wiedział z którego traktatu zaczerpnęliśmy dane rozwiązanie artykulacyjne. Możemy użyć stosownego wprowadzenia, by nasze przesłanie było logiczniejsze, przejrzyste, jednak nie zmusimy tym samym odbiorcy, do takiego zaangażowania emocjonalnego, jakie skroiliśmy na miarę wielkiej fugi (w której można to i to, a zgodnie ze stanem wiedzy - tamto jest wykluczone!). Może to lęk przed oceną, przed oskarżeniem o dyletanctwo prowadzi nas na manowce, gdzie zapominamy o potrzebach drugiego człowieka? Potrzebach duchowych, które pragnie on zaspokoić wtapiając się w homeryczny, poetycki język muzyczny Jana Sebastiana Bacha (bez względu na wyznanie, opcję polityczną, poglądy estetyczne). Drżyj ziemo przed oziembłością Twych wieszczów, odrzucających płomień boskiej inspiracji. Z niej bowiem rodzą się dzieła wiekopomne, (poddawane operacyjnym analizom) które służą każdemu prostemu człowiekowi, o sercu otwartym i chłonnej duszy...

BLOG

Rec

Zatopieni w bursztynie. Zamarli w czasie. Niemi świadkowie niegdysiejszych płomiennych doznań. Cisi kapłani historii. Uwiecznieni w zachwycie nad swym losem. Niespodziewanie zapisani na kryształowej fotografii. Pełni nadzei na życie po życiu. Jaka jest ich tajemnica? Co kryje się pod ich pozornie miłą fasadą? Może lata tułaczki, cierpienia, a może tęsknota za miłością, która zbyt wcześnie w nich wygasła. Może żal, że już nigdy nie zdobędą upragnionych szczytów, nie zrealizują misternie utkanego planu. Intrygują, mimo, iż są wyłącznie niemymi posągami, przyłapanymi na ostatnim zaskoczeniu. Jak zatem utrwalić coś ulotnego, zmiennego, w taki sposób by przemawiało, dotykało, poruszało pomimo pozornie martwego materiału? Jak skroplić esencję tego wszystkiego co decyduje o wyjątkowości, ponadczasowości wykonania, dzieła? Co sprawia, że w pozornie małym okragłym kawałku płyty CD odnaleźć można cały świat? Być może muzyka uwieczniona na nośniku, zbliżona jest do dobrze wyreżyserowanego filmu, który pochłania nas bez konieczności zbytniego wnikania w niezliczoną ilość tricków realizatorskich. W trakcie koncertu, w obliczu publiczności, artysta staje się sługą narracji, która może ponieść go w wyjątkowy, cudowny świat. Wzajemna interakcja z otaczającymi ludźmi, nadaje dziełu sens tu i teraz. Utwór rodzi się na oczach melomanów, przybierając stale nowe, nieuchwytne kształty. Emocja przekazana zostaje wprost, porywając za sobą rzeszę wyznawców. Siła muzyki wykonywanej na żywo, nie bieże się bowiem tylko i wyłącznie z pięknie prowadzonej frazy, czystości, fenomenalnego brzmienia. Przekaz wzmocniony zostaje przez realne drgania wywoływane przez instrumenty, które mogą wprowadzić słuchacza w specyficzny rodzaj transu. Dźwięk ma swoją fizyczną moc, która nieświadomie wypełnia sale koncertowe i kościoły. Jest jeszcze oczywiście element obcowania ze sobą, spotkania, wchodzenia w przeznaczone role. Koncert przypomina spotkanie przy wspólnym stole - dzielenie się dobrem, miłością, posiłkiem - wzbogacanie swojego wewnętrznego świata. Ofiarowanie wykonania i ofiarowanie słuchania. Dajemy to co najlepsze. Jak zatem nawiązać ową subtelną, arcyistotną nić porozumienia poprzez nagranie? Jak uwiecznić tą wiązkę energii, która stwarza dzieło? Od tej pory muzyka uwieczniona poza czasem, wolna od wykonawcy, instrumentu, kompozytora, będzie istnieć samodzielnie. Umili czyjeś spokojne sobotnie poranki, przemieni samotne piątkowe wieczory w spotkanie z nieodgadnionym, pozwoli zatrzymać się w biegu, poruszy, pocieszy, rozjuszy. Będzie na wyciągnięcie ręki, obok stosu książek na półce. I podobnie do słów zawartych na pożółkłych stronach, przemawiać będzie bez masek i uprzedzeń. Narracja stanie się jej głównym atutem, który stopniowo wprowadzi słuchacza na kolejne poziomy doświadczenia dźwiękowego. W nagraniu liczy się silna dawka emocji, które przekazywane są od tej pory tylko za pomocą dźwięków, podobnie jak w audiobooku, gdzie dzięki kunsztowi aktorów, przeżywamy skrajne emocje bez wizjii w 3D, efektów specjalnych i wybujałych animacji. Fascynujące, że w świecie poszukującym ekscytacji, azylu w eksplorowanej nad wymiar cyber przestrzeni, wciąż porusza nas historia opowiedziana przez człowieka - po mistrzowsku, mrożąca krew w żyłach, pozwalająca ponownie zachłysnąć się haustem zdrowego, namiętnego powietrza. Pasjonujące nagranie trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty, nie pozwalając nam ani na sekundę odejść od adaptera. Jest dziełem całościowym, historią zaklętą w potoku nut, które już na zawsze przestają być ważne. Pochłania bez reszty, porywając w odległe, baśniowe krainy. Przemienia złudę w prawdziwe, żywe doznania, bliskie tym wszystkim koncertowym poruszeniom. Nagranie ma jednak jeszcze jeden wyjątkowy wymiar - jego odbiór jest subtelny. Stajemy sam na sam z dziełem. Czujemy, że każda troskliwie prowadzona fraza, powstaje tylko dla nas. Nareszcie możemy być jednią z kompozytorem i wykonawcą. Znikają wszystkie role, maski czy podziały, wchłonięte w czarną dziurę poza czasowości. Pozostaje tylko muzyka w swej niepojętej cudowności, niewypowiedzianym majestacie - zatopiona w bursztynie, uwieczniona w zachwycie, pełna nadziei na życie po życiu, tajemnicza królowa nocy...

BLOG