"U POLAKÓW BŁOGI RAJ"

Majówka. Dla większości czas odpoczynku, odnajdywania siebie w zabieganym świecie. Być może w pewnym sensie czas na znalezienie w sobie Polaka... Wiele mówi się ostatnio o Patriotyzmie. Zwłaszcza w obliczu zmian jakie zachodzą na "Starym" kontynencie. Powracamy myślami do patriotyzmu naszych przodków, którzy oddawali życie za Ojczyznę, staramy się określić co to znaczy być patriotą we współczesnym świecie. Pytamy czym jest dla nas Ojczyzna i jak należy o nią dbać.  Warto spojrzeć na to zagadnienie z perspektywy edukacji, o której wiele się mówi, choć rzadko o meritum sprawy. Wspaniale, że uczymy się w szkole Mickiewicza, Słowackiego, Gombrowicza, Szymborskiej, Herberta. Czerpiemy z ich ideii, dowiadujemy się czym kierowali się nasi przodkowie, jakie były tradycje, mierzymy się z traumami ukrytymi między strofami wiersza, których nawet prozą nie sposób opisać. Inna sprawa, że uczymy się o tym wszystkim dość schematycznie, mechanicznie, wręcz "punktowo". Takie mamy czasy i o tym już nie raz pisałem. Pora zwrócić uwagę na dysproporcję w edukacji patriotycznej... Brak równowagi, której nie uleczą tylko rocznice, jak chociażby obecny rok Feliksa Nowowiejskiego. O kulturze muzycznej dawnej i współczesnej Polski w zwykłej szkole mówi się mało, lub w ogóle. Młodzi obywatele nie mają okazji posłuchać Chopina, Moniuszki... a co tu dopiero mówić o Szymanowskim, Karłowiczu, Bacewiczach czy Pendereckim. Owszem większość tych nazwisk się zna, ale nie wiadomo jaki tak naprawdę miały/mają wkład w budowanie Patriotyzmu. Kilka lat temu podczas wycieczki w Polskie Tatry zawędrowałem z Przyjaciółmi pod Kościelec, miejsce w którym zginął Mieczysław Karłowicz. Znajduje się tam kamień upamiętniający tego wybitnego polskiego twórcę. Ponieważ wyryto na nim swastykę (która na początku XX wieku nie była jeszcze symbolem zarezerwowanym dla nazistów, lecz  starożytnym znakiem "szczęścia", używanym m.in. przez Wojsko Polskie w Dwudziestoleciu Międzywojennym!) liczni turyści, taternicy, zatrzymywali się, czytali napis, po czym z przerażeniem w oczach wyrażali na głos pogardę: "Chyba jakiś nazista...!". Polski kompozytor, jeden z niewielu "naszych" neoromantyków wzorujący się na Richardzie Straussie okrzyknięty nazistą. Oto owoce edukacji kulturalnej, w której pomijamy jeden z najistotniejszych elementów- ducha. Muzyka przez swą abstrakcyjność potrafi kreować ducha narodu dużo lepiej niż nie jedna odezwa polityczna. Gdy pod koniec I wojny światowej rozprawiano o porządku Nowego Świata, rozpoczęła się ostateczna walka o przywrócenie Państwa Polskiego. Wiele w tej materii zdziałał Ignacy Jan Paderewski- polityk, pianista, który bardzo często podczas spotkań politycznych grał na fortepianie polską muzykę. To na jego zamówienie słynnny angielski kompozytor E. Elgar napisał w 1916 roku Uwerturę "Polonia" w której wprost zacytował przyszły Hymn Polski- Mazurek Dąbrowskiego. Inny polski kompozytor Feliks Nowowiejski zaangażował się politycznie, biorąc udział w plebiscycie 1920 roku na Mazurach i Powiślu, w wyniku którego część ziem powróciła do Polski. W trakcie II wojny światowej hitlerowcy zabronili wykonywania muzyki polskiej, w szczególności zaś Chopina. Wiedzieli, że należy stłamsić ducha Narodu. Wreszcie muzyka w czasach komunizmu stawała się obszarem budowania jedności Polaków. Nie mogę tu nie wymienić fenomenalnego "Te Deum" Krzysztofa Pendereckiego, w którego epicentrum znajduje się śpiewany pianissimo przez chór a capella Hymn "Boże coś Polskę". Nie chodzi o to by chwalić "swojskie", będąc bezkrytycznym w obszarach sztuki. Idzie o to by przywrócić do szkół elementarne wychowanie kulturalne stojące na równi z wiedzą ścisłą, tak przydatną w późniejszym życiu zawodowym. Kto wie, może za kilka lat w paśmie: "Informacje- Sport- Pogoda" znajdzie się też miejsce na: "Informacje kulturalne" z których dowiemy się o ciekawych festiwalach, premierach, jubileuszach... Program, który znajdzie odbiorców rozumiejących jak ważne dla Narodu jest Dziedzictwo Kulturalne.

BLOG

METAMORFOZY

Lipiec 1812

"Już z łóżka ulatują me myśli ku Tobie, moja nieśmiertelna Kochanko [...] bądź spokojna, kochaj mnie dziś, wczoraj. Jaka tęsknota za Tobą, tobą życie moje wszystkie. Bądź zdrowa, O Kochaj mnie nieustannie. Nie zapoznawaj nigdy najwierniejszego serca twego ukochanego"            /L. v. Beethoven- List do Nieśmiertelnej Ukochanej/

25 sierpnia 1819

"Kochana moja Tereso. Czytałem tę książkę w Twoim ogrodzie- miła moja. Ciebie tam nie było bo inaczej nie mógłbym jej czytać [...] W tym słowie, pięknym we wszystkich językach, ale najpiękniejszym w Twoim- Amor mio- zawiera się moje istnienie i na tym i na tamtym świecie. "               /G. G. Byron/

31 kwietnia 2016

- Cześć Misiu! Idziemy gdzieś dziś na miasto?

- Cześć Kotku- pewnie! :) o 7?                 / J&J- SMS/

              Refleksja o treści. Refleksja, która od kilku tygodni nie daje mi spokoju. Oto jakiś czas temu wybrałem się do Opery na "Eugeniusza Oniegina" Czajkowskiego. Wiadomo- romantyczna, piękna, długa fraza, fenomenalna, "wschodnia instrumentacja"- no każdemu się to podoba! Wszyscy znamy koncert fortepianowy (przynajmniej pierwszy), koncert skrzypcowy, "Dziadka do orzechów"... niesamowicie śpiewna, "piękna" muzyka. A jednak. Obok przeżyć artystycznych, stopniowo doznawałem olśnienia-  a to ktoś wychodzi z 2 rzędu w trakcie pierwszego aktu, a to Pan komentuje dramat: "no strzelaj! przecież wiadomo, że on zginie!", a to w sąsiednim rzędzie kogoś mdli na wyśpiewywane opisy przeżyć wewnętrznych- "Tak już wiemy, że ją kochasz". Wychodząc z teatru przypomniałem sobie słowa Harnoncourta o relacji sztuki do czasów nam współpczesnych, o jego postulatach o zmianie życia- zmianie, która pozwoli na odrodzenie sztuki. On pisał o tym 30 lat temu. Czasy się zmieniły. Bardzo. Tylko co się zmieniło? Przede wszystkim zmieniło się myślenie o społeczeństwie i o relacjach międzyludzkich. Powstały postępowe szkoły "pozytywnego myślenia", w których myślenie życzeniowe ograniczyło ludzkie uczucia do słów: "Yes I can". Staliśmy się "smart". Wszczepiliśmy sobie aparat fotograficzny, żeby móc na bieżąco dzielić się wszystkim, żeby nic nas nie ominęło. Ograniczyliśmy wyrażanie uczuć do prostego: "Like", którego nawet nie piszemy a... zaznaczamy. Zniknęła sfera sacrum, misterium... sfera duchowości, medytacji dzięki której mogliśmy znaleźć samych siebie w zgiełku informacji, polubień, znajomych na portalach społecznościowych. Ktoś powie- no dobrze, taka jest cena postępu, ale jaki ma to wpływ na muzykę, na jej odbiór? Wpływ ma ogromny. Nie da się ukryć, że paleta uczuć, emocjonalność kompozytorów XIX wiecznych tak chętnie dziś słuchanych i wykonywanych staje się dla współczesnego człowieka nieosiągalna, staje się wręcz nie zrozumiała, choć jest tak przyjemna dla ucha. Przyjemna jest tylko dlatego, że jest znana- bezpieczna. Bezpieczna tylko i wyłącznie dlatego, że system na którym jest oparta wpajany jest dzieciom od narodzin. Zapominamy oczywiście o tym, że w czasach swego powstania muzyka Beethovena, Bacha, Liszta, Wagnera... szokowała, poruszała. Niestety- muzyka oderwana od swej emocjonalnej, filozoficznej podstawy, staje się tylko elitarną rozrywką. Rozrywką w której nie ma miejsca na ból, cierpienie, miłość. No trudno, żeby było, w końcu rozrywka ma być czymś przyjemnym. Tylko co stanie się ze Sztuką (także tą odtwarzaną) za kolejnych 30 lat?  "Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami" /W. Szymborska/.  

BLOG

COGITO ERGO SUM

"Żeby wywieść przedmioty z ich królewskiego milczenia, trzeba albo podstępu, albo zbrodni. Zmarzłą taflę drzwi- roztapia pukanie zdrajcy, opuszczony na posadzkę kielkich krzyczy jak ranny ptak, a podpalony dom gada wielomównym językiem ognia, językiem zdyszanego epika, to, o czym długo milczało łóżko, kufry, zasłony."

Z. Herbert "Pan Cogito"

Poezja. Tak, to właśnie poezja jest najbliższa muzyce (z resztą obie dziedziny sztuki bardzo często łączą się w pieśniach, gdzie muzyka staje się emocjonalnym komentarzem do treści wiersza). Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w wierszu nie chodzi o jego dosłowne rozumienie lecz przez odkrycie znaczeń - o właściwe interpretowanie. Znów to interpretowanie ! Słowo, którego boimy się jak ognia. Słowo, które w dzisiejszych czasach odbierane jest często pejoratywnie- jako ewidentny brak profesjonalizmu. Warto zajrzeć do słownika języka polskiego, by przypomnieć sobie jego prawdziwe znaczenie i funkcję. "Interpretacja- wydobycie i wyjaśnienie sensu czegoś, przypisywanie czemuś jakiegoś znaczenia; sposób odtworzenia, wykonania utworu muzycznego, teatralnego lub literackiego"... Wydobycie i wyjaśnienie sensu czegoś! Oczywiście, żeby móc wydobyć ów "sens", najpierw trzeba zacząć na nowo wierzyć w idee sztuki. Sztuki, która nie jest przyjemnością, kulturalną rozrywką, ewentualnie spotkaniem z historią. Nie. Prawdziwej Sztuki, która wyrywa nas z letargu, wstrząsa naszymi marzeniami, zadaje najtrudniejsze pytania, bez których życie stałoby się tylko bezdusznym wypełnianiem komend. Minimalizm nie sceptyczny. Ta choroba XXI wieku, której objawami są odpowiedzi: TAK- NIE, ZA- PRZECIW,  jest pokłosiem edukacji, w której kreatywność stała się na tyle nieocenialna, że postanowiono zastąpić ją krótką lecz treściwą zgadywanką. "W wierszu X Podmiot liryczny czuje się: a) opuszczony  b) zdradzony  c) obie odpowiedzi są poprawne..." Pewnie większość z nas przezornie postawiłaby krzyżyk przy odpowiedzi "C", automatycznie robiąc szybki bilans zysków i strat, i oczywiście dopatrując się podstępu w pytaniu. Nie trzeba czytać wiersza. Wystarczy pomysleć logicznie i strzelić w najbardziej prawdopodobną odpowiedź. Nikt nas nie pyta o zdanie. Oczekuje się od nas tylko odpowiedzi. Za równo w szkole, muzyce, polityce. Nie pytamy już - "Jakie masz poglądy"- tylko- "Za kim jesteś"- po czym szybciutko zapisujemy na dysku twardym- swój, nieswój. Nauczyliśmy się żyć komendami- zielone idziemy- czerwone stoimy- pomarańczowe (sic!) chwila namysłu, decyzja. Nie potrafimy, nie chcemy, nie możemy? Nie wiadomo. Myślimy, ale nie przyznajemy się nikomu...      Miało być o interpretowaniu zarówno dzieła literackiego, muzycznego jak i rzeczywistości, a zrobił się periodyk o objawach strachu w XXI wieku.  Temat rzeka. Interpretujemy wszystko. Nasz mózg interpretuje to, co zobaczy oko, to co usłyszy ucho, to co poczuje nos. Dlatego też tak trudno o kompromis- przez interpretację rzeczywistości. Wbrew temu co może się wydawać, analizowanie i interpretowanie (a więc poszukiwanie sensu!) wierszy, utworów muzycznych może być ciekawe i odkrywcze. Nie chodzi tylko o to, by wykazać ze 100% pewnością "co autor miał na myśli". Chodzi o to by zrozumieć, wydobyć sens ukryty w metaforach i porównaniach. Wreszcie by samemu stać się podmiotem lirycznym... twórcą, który celebruje życie.

BLOG

VRAI OU FAUX?

Długo zastanawiałem się, czy pisanie bloga przez muzyka "klasycznego" nie jest oznaką zbyt wybujałego ego lub sposobem na tanią reklamę... Pewnie część odwiedzających tak to odbierze. Trudno. W życiu trzeba liczyć się z tym, że nie wszyscy zechcą nas zrozumieć. 

Czy zatem zgodnie z dzisiejszym trendem- lepiej nie wychodzić przed szereg i nie narażać się na krytykę? Ewentualnie, popierać kogoś lub za kimś/ za czymś się schować? Tak wiem. Te pytania mogą brzmieć infantylnie. Co jednak jeśli zadamy je w kontekście sztuki, muzyki? Czy będąc artystą można schować się przed światem, krytyką... przed samym sobą? No nie można- oczywista odpowiedź. A jednak. My muzycy często znajdujemy modę, w której łatwiej jest przetrwać. Gdy na początku XX wieku wykonawca przestał być kompozytorem, zasłaniał się "własną wizją artystyczną", która dawała mu ogromne poczucie bezpieczeństwa i pewien monopol na kreowanie rzeczywistości. Ta praktyka wykonawcza zdawała egzamin gdy wykonywaliśmy muzykę współczesną- znaliśmy swoje czasy, historię, bolączki społeczne, można by rzec - czuliśmy ducha epoki. Niestety wykonawcy, a wraz z nimi publiczność, szybko odwrócili się plecami do sztuki współczesnej, chcąc uciec od wszechobecnej traumy, której przeżywanie i analizowanie przerosło możliwości świata zbudowanego na gruzach stęchłych nacjonalizmów. Recepta była jedna- cofnąć czas. I nie mówię tu o filmach science fiction lecz o powrocie do muzyki dawnej, czystej, uosabiającej najwznioślejsze ideały człowieczeństwa. Oczywiście pszeszczep się udał. Choć po pewnym czasie okazało się, że wlaliśmy młode wino w stare bukłaki... że własna wizja nie wystarczy, że jednak ta muzyka nie powstała z pominięciem czasów, w których została napisana. Wykonaliśmy więc pracę u podstaw. Odrodzenie. Traktaty, instrumenty, zdobnictwo, maniery wykonawcze, aż po (bodaj najistotniejsze) ugruntowanie w realiach danej epoki. Optymizm był ogromny. Bo oto nareszcie starliśmy kurz z przed dziesiątek, a niekiedy i setek lat, który beszcześcił bezcenne muzyczne relikwie. Doprowadziliśmy sztukę odtwarzania niemal do perfekcji. Nadszedł więc chyba czas, żeby w końcu zadać to pytanie. Czy rzeczywiście już tylko to nam pozostało? Historia? Muzyczne muzeum, w którym niczego nie można dotykać, deformować? Bo przecież "Bach wielkim kompozytorem był...". Czy wiedza wystarczy? Czy naprawdę intuicja muzyczna stała się passe? Czy dawne palcowanie, artykulacja i dynamika to już interpretacja? Czy posiadanie wiedzy o afektach świadczy już o ich wyrażaniu za pomocą dźwięków? Moda. Moda pcha nas z jednego kąta w drugi- jak zwykle nie zauważając środka. Mając wiedzę, mogę zacząć szukać własnej interpretacji, z którą ostatecznie, nie każdy musi się zgodzić. Ta treść, która jednym otworzy oczy kreatywności, w innych obudzi demony niezgody. Wówczas możemy mówić o interpretacji. O Przeslaniu. Przeżyciu. Przemyśleniu ... ? Pewnie nie o pięknie, bo piękno jest czymś względnym. Z resztą czym byłoby to tak chciwie poszukiwane dziś "piękno" bez brzydoty? Interpretacja muzyki to kierowanie się Prawdą. Poszukiwanie Prawdy. Kreowanie Prawdy. Tylko czy Prawda... nie stała się już pojęciem względnym ?

BLOG

Strona 24 z 24