Czułość

"Spośród wszystkich sztuk muzyka jest jedyną, która potrafi tak przesiać uczucia przez swoje olśniewające sito, ażeby, opłukanym z ekscesów ducha i serca, pozwolić im błyszczeć jak perłom w blasku pierwotnej czystości" /F. Liszt/

W październiku wszystko jest mniej rzeczywiste, mniej realne. Promienie słońca szokują swoją intensywnością, wprowadzając wszystkich uczestników rocznego cyklu pór w zakłopotanie. Jest jak jest. Pomimo narzekań na nadchodzące słoty, wszyscy podświadomie czekamy na ten tajemniczy czas. Czas bezczelnego chowania się w czterech ścianach tego co czasem nazywamy domem. Czas spuszczonej kurtyny, za którą można wyrzucić z siebie to całe pompatyczne powietrze, kompletowane przez miesiące letniej aktywności. Godziny jakoś płyną wolniej. Razem z leniwym jesiennym słońcem przychodzi ochota na bezkarne zasłuchiwanie się w tysiącach nagrań, na które oczywiście nie mogliśmy mieć wcześniej czasu - byłoby to w złym tonie. Czas jest zakazanym owocem, po który sięgają desperaci. Takie czasy. W czasie przeszłym przyśpieszaliśmy, w czasie przyszłym pragniemy zwolnić, czas teraźniejszy już nie jest naszym czasem! Październik to czas tajemniczy. I nic nie powiedzą nam o nim podstawowe informacje, które wypada znać. A że to dziesiąty miesiąc roku - uszeregowanie wprowadza jakiś porządek, spokój, niezachwianą świadomość, co należałoby wówczas zrobić. A że jest to miesiąc przypadający na jesień. No dobrze to może jest przydatne - jakaś cicha podpowiedź jak należy się ubierać, jakie aktywności w tym czasie są najbardziej trendy. Nie powiem - całkiem przydatne. A że dzień jest coraz krótszy, że następuje zmiana czasu. Fakt autentyczny, niezaprzeczalny, nie mówiący niczego o naturze października. Opis techniczny. Jak w samochodzie. Opis, który nie mówi nam nic o związku emocjonalnym z rzeczą, porą roku, sztuką. Precyzyjny, wycyzelowany, suchy i bezlitosny. Rozbierający na części coś, co narodziło się w całości. Opis niezachęcający do uczestnictwa, do przeżycia. Tajemniczy październik skrzy się kolorami, wspomnieniami przeżyć. Słońce ospale pieści zmęczone twarze, czekające na bezkresną zimową ciszę, w której nie będą musiały się przed nikim tłumaczyć. Żaden opis techniczny nie odda tego, czym żyje październik. Żaden opis techniczny nie opowie nic szczególnego o dziele, które przecież z założeń formalnych korzysta tylko po to, by być komunikatywnym. Z podstawowej wiedzy o utworze nie nawiązujemy z nim intymnej, szczególnej więzi. W którym roku został napisany, z jakich technik kompozytorskich został utkany, kto go pierwszy wykonał, i jak należy go w związku z tym wykonać... Nic zachęcającego. Opis techniczny. Opis który nie posiada siły przekonywania. To zadziwiające, że z naszego języka coraz częściej usuwane są słowa, które najtrafniej opisują sytuację emocjonalną muzyki. Miłość, czułość, intymność... Dlaczego stały się passé? Może górnolotność jest niebezpieczna, podejrzanie niepewna? Trudna do podważenia. Nadaje się tylko do wyśmiania. Ze wzruszeniem zaczytuję się w lekcji analizy muzycznej prowadzonej pół wieku temu przez Nadię Boulanger. Młody pianista wykonuje Fantazję c-moll Mozarta. Wokół niego wszędobylskie spojrzenia studentów kompozycji, którzy przyszli by słuchać wykładu o budowie dzieła muzycznego. Niezwykłego wykładu. Podczas lekcji analizy padają słowa, które dziś gumkowane są z większości opisów: "każdy akord otwiera nową perspektywę[...] można powiedzieć, że to moment czułości". Czyż nie mówi nam to więcej niż informacja, że kompozytor moduluje z Fis-dur do D-dur? Czyż nie otwiera to przed nami głębszej perspektywy odbioru dzieła? Czy zatem rozumienie muzyki nie musi wykluczać jej doznawania?

Kategoria: BLOG

Komentarze  

# Czarek 2018-10-23 09:54
Bardzo trafny i przemawiający do mnie wpis…
Idąc na jesienny spacer obserwuję przyrodę okiem rolnika- ot, skrzywienie zawodowe, na tym się znam. Wiem, jakie procesy biologiczne stoją za pięknem jesieni, ale moja wiedza nie pomoże mi w rozkoszowaniu się tymże pięknem. Pomoże mi brzmiący w uszach finał 1ej Sonaty Guilmanta, dźwięki wirujące jak opadające liście.
Nie znam się na muzyce, nie dbam o prawidłową nazwę tonacji, wiem co mi się podoba. Z niemałym przerażeniem czytam muzykologiczny opis Introdukcji i Passacaglii Regera- wolę po swojemu, rozdzierające pierwsze takty, później fala liryzmu, później mrok i bezradność, a jeszcze później wszystkie emocje i uczucia znane gatunkowi ludzkiemu.
Nie znam się na niuansach wykonawczych- wiem, co mi się podoba. Za kilka dni na cmentarzu w moim rodzinnym miasteczku będę powtarzał za Karczmarskim, że „pod wieńcem i zniczem zasypiają zmarli/ zapomniawszy już o tym co światu wydarli” a „poeci o jesieni powielają sztampy” i będę miał w głowie inną passacaglię, JS Bacha, tak jak zagrał ją Karl Richter czy James Kibbie, z sennym pojedynczym głosem w pedale na początku. Nie ważne dla mnie, czy tak powinno się ją grać, czy nie- ja tak lubię.
Pozdrawiam serdecznie.
Odpowiedz
# Maciej 2018-10-23 17:57
Piękny komentarz! Dziękuję!
Odpowiedz