Reinkarnacja

Współczesność daje nam możliwości rozwoju i rozumienia Świata w perspektywie- wczoraj- dziś- jutro. Nowe, wykształcone społeczeństwo miało poszukiwać dalej, więcej, dogłębniej. Mieliśmy stawać sie odpowiedzialni- za siebie, za Ziemię, za Państwo. W demokracji szukaliśmy równości, z której wynika poszanowanie dla odmienności, różności. Jeszcze do nie dawna zadawanie trudnych pytań świadczyło o poziomie rozmówcy, wykonawcy, reżysera. Do niedawna, gdyż mam wrażenie, że dziś liczą się odpowiedzi- błache i szybkie, bezcelowe. Kto pyta niepotrzebnie błądzi- wszystko jest proste i przejrzyste- wątpią tylko Ci, którzy chcą naruszyć porządek społeczny, lub po prostu zaimponować. Zdaję sobie sprawę, że grono tych "niezadowolonych" z wiecznego kwestionowania wszystkiego rosło w siłę, niespodziewałem się jednak, że tak szybko "przejmą stery" gusta zakorzenione w muzealności. Bojkot dzieł Operowych wystawianych na nową modłę był dość powszechny w wielu kręgach. Postulat wykonywania przedstawień w strojach z epoki, z bogatą scenografią- tak by poznać "jak to było kiedyś"- był prośbą o powrót do czegoś czego nigdy nie było. Zadaniem reżysera jest znajdywanie w odtwarzanym dziele nadrzędnego sensu, a następnie wykreowanie go w taki sposób by ów cel podkreślić, wystawić na pierwszy plan. Czy osiągnie to przez umiejscowienie akcji w takim czy innym czasie historycznym, ma tu zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Zabieg przeniesienia przedstawianych wartości do XXI wieku pozwala nam ocenić, zrozumieć co one znaczą dla nas, i czy faktycznie wciąż są żywe, aktualne. Jest takie przedstawienie "Don Giovanniego" Mozarta z La Scali- tuż po zakończeniu hymnu Włoch, z publiczności biegnie główny bohater z krzykiem, by przed uwerturą symbolicznie zedrzeć kurtynę, za którą powieszono... gigantyczne lustro. Spójrzcie, to o każdym z Was, to odbicie naszych codziennych zmagań, nakładania różnych masek zależnie od okoliczności. Swego czasu byłem zdania, że zderzenia ze współczesnością nie zniosą Opery Moniuszki- że to dzieła traktujące o tradycjach, i jako takie powinny pozostać nienaruszone. W ostatnim roku pojawiły się dwie realizacje "Strasznego dworu" nawiązujące do dwudziestolecia międzywojennego i do czasów drugiej wojny światowej. Fakt, opera traci wówczas swoje komiczne aspekty, z których zasłynęła na przestrzeni lat (jak się nie śmiać gdy wokół tyle zabawnych sytuacji i postaci! ). To co zyskała w obydwu realizacjach, to nie płytka "świeżość", lecz podkreślenie, wręcz przesrysowanie cnót patriotycznych oraz uczuć związanych z ojcowizną. W przededniu drugiej wojny światowej zupełnie inaczej odbieramy cnych żołnierzy, sprzedawczyka Damazego i wizerunek Matki Polki (tak dobitnie wykreowany w Arii Hanki). W warszawskiej inscenizacji, w trakcie słynnego Mazura widać, i słychać nadlatujące samoloty nieprzyjaciela, w gdańskiej- mazur tańczony jest przez Powstańców Warszawskich. Ukazanie perspektywiczne narodowych obowiązków, nadrzędnych cnót patriotycznych- "na skinienie oddać krew"- w kontekście hekatomby wojennej każe nam zadać pytanie o sens tej od wieków przelewanej krwi. Warto przy okazji wizyty w Operze, zabrać ze sobą program, w którym reżyser podpowiada nam w którą stronę podąża jego wizja- tak byśmy zrozumieli co ma nam do przekazania. Nie pozwólmy by współczesność stała się czasem, w którym nie zadajemy pytań, w którym zachwycamy się i tęsknimy za tym co było, nie wyciągamy wniosków z popełnionych błędów. Nie zabierajmy sobie podstawowych atrybutów człowieczeństwa.

Kategoria: BLOG