Reżyseria

Tuż po Brexicie, na samym początku wakacji i tuż po pierwszym letnim koncercie. Tak się składa, że w każdej dziedzinie życia znajdujemy się pod wpływem manipulacji lub sami jesteśmy jej reżyserami. Najlepiej byłoby być świadomym organizatorem własnego życia, choć nie da się tego osiągnąć w 100% (nawet gdyby się dało - życie to także spontaniczność, zmienność, oddanie się chwili). Nie dając się lękom społecznym serwowanym nam przy każdej możliwej okazji w postaci negatywnej kampanii. Bycie reżyserem to bycie obserwatorem rzeczywistości - najczęściej przez pryzmat danego problemu czy idei. To zadawanie tysiąca pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Poszukiwanie znaczeń, alegorii czy nie jednoznacznych symboli, w świecie w którym coraz rzadziej chcemy badać własną tożsamość. W pewnym stopniu reżyserujemy całe swoje życie starając się zniwelować kod podświadomości- tak uparcie zapisany w naszym charakterze. Bycie instrumentalistą - reżyserem to kreowanie akcji dramatycznej w taki sposób, by przekaz poza werbalny był odbierany naturalnie. Nie do końca ważne jest to czy będzie to koncert przekrojowy czy monolityczny. Czy będzie utrzymana okropna zasada "szybka- wolna " , "forte-piano". Czy będzie "ciekawie", różnorodnie-  co czasem prowadzi do przekroczenia granicy kiczu. Każdy kto był na organowym recitalu z muzyką Bacha, czy fortepianowym- ułożonym z samych "Chopinów", musi przyznać, że przebywanie z jednym twórcą potrafi wprowadzić nas w zupełnie inny świat percepcji brzmieniowej i emocjonalnej. Serwowanie przeglądów nie jest rozwiązaniem gwarantującym atencję publiczności. Co więcej- trudno skupić uwagę biegnąc przez poszczególne sale muzeum ze świadomością, że mam godzinę - w której ile zobaczę (zrobię zdjęć ) to moje. Nie lepiej usiąść w kilku miejscach lub tylko w jednej sali, by medytować przy dziele najważniejszym? Ta choroba karząca zbierać jak najwięcej doświadczeń, odbiera nam możliwość zamyślenia, powiedzenia nie wiem lub nie chcę. Zwiedzamy wieczne Miasta, odhaczając na turystycznej mapie punkty, które "trzeba zobaczyć", choć więcej dałoby nam wypicie kawy w bocznej ulicy z "tubylcami". Nigdy nie poznamy całego świata- jedynie jego cenne drobinki, które odmienią nasze życie. Wysłuchać całą symfonię organową to jak obejrzeć fenomenalny film w kinie- kawałkowanie z lęku percepcyjnego to jak oglądanie tego samego filmu w telewizji ... pocietego na kolejne "odcinki" (najlepiej przypadkiem trafić na 3 odcinek i przez pierwszych 15 minut zastanawiać się "o co chodzi "). Na koniec chce złożyć pisemny protest w obronie słuchaczy. Myślę, że zarówno wykonawcy jak i organizatorzy nie doceniają melomanów, decydując co jest dla nich "przyjemne", a co "za trudne". Trzeba zaznaczyć jak ważną rolę edukacyjną odgrywają "festiwale wakacyjne" i jak bardzo to doceniam i rozumiem. Jednak dobrze wyreżyserowany koncert powoduje, że to co w naszym odczuciu jest trudne - publiczności podoba się najbardziej.  My, znający zasady na jakich zbudowany jest dany utwór, złożoność harmonii czy struktur rytmicznych zapominamy, że muzyka odbierana jest przede wszystkim podprogowo- jako przeżycie, doświadczenie- a nie jako analityczny, logiczny ciąg zdarzeń. Jeśli odnajdziemy prawdę w tym co wykonujemy, żadna wrażliwa dusza nie przejdzie obok tego obojętnie. Przypomnijmy sobie jak po raz pierwszy przeżywaliśmy Brahmsa czy Rachmaninova ...

Kategoria: BLOG